Jestem studentem. Wynajmuję pokój z własną łazienką, co nie jest standardem wśród ofert dla studentów. W tej łazience mam kosz na śmieci, który – z racji moich problemów z cerą – szybko wypełnia się zużytymi, jednorazowymi ręczniczkami papierowymi.
Warto podkreślić, że jestem osobą leniwą, a opróżnienie kosza stanowi dla mnie dodatkowy wysiłek. Zauważyłem więc, że w miarę jak kosz się zapełnia, coraz częściej składam i upycham ręczniczki, aby opóźnić moment jego opróżnienia. Ta sytuacja to wręcz idealne pole do analizy w duchu ekonomii. Według klasycznej definicji, ekonomia to nauka o gospodarowaniu, a ja gospodaruję zarówno swoją energią, jak i przestrzenią w koszu na śmieci. Spróbujmy więc opisać to ekonomicznym językiem.
Lenistwo czyni cuda
Na początku załóżmy, że zasoby są skończone i nie mogą zostać powiększone. W tym przypadku zasobem jest pojemność kosza, która wraz z wrzucaniem ręczników systematycznie maleje. Dodatkowym ograniczeniem jest moje lenistwo – sprawia ono, że w krótkim terminie kosz nie może być opróżniany. W miarę kurczenia się zasobu zacząłem gospodarować nim coraz oszczędniej: składałem ręczniczki, upychałem je, a nawet czasem używałem jednego zamiast dwóch. W efekcie z dnia na dzień zużywałem coraz mniej miejsca w koszu. Z perspektywy ekonomii behawioralnej można powiedzieć, że wykształciłem w sobie mechanizm adaptacyjny: wartość miejsca w koszu stawała się dla mnie coraz wyższa. Mogłem kontynuować składanie i upychanie ręczniczków tak długo, aż dyskomfort z tym związany przewyższył dyskomfort wyniesienia śmieci. Gdybym działał jak przeciętna, bardziej pracowita jednostka, kosz zapełniałby się regularnie taką samą ilością ręczników i byłby częściej opróżniany. Oznacza to, że osoby leniwe (takie jak ja) wykształcają w sobie pewne mechanizmy adaptacyjne lub po prostu odczuwają mniejszy dyskomfort związany z rzadszą wymianą worka.

Teoria użyteczności krańcowej
Po rozpisaniu całej sytuacji odkryłem, że moja teoria „kosza na śmieci” nie jest aż tak oryginalna, jak mi się wydawało. W wielu aspektach przypomina dobrze znaną teorię użyteczności krańcowej sformułowaną przez Jevonsa i Mengera. Prosty przykład: tłusty czwartek. Pierwszy pączek daje nam mnóstwo przyjemności, drugi już mniej, a każdy kolejny coraz mniej. W końcu ostatni pączek – zwłaszcza ten z Biedronki za 9 groszy – nie daje praktycznie żadnej satysfakcji.

Moja „teoria” jest jednak odwrócona – tutaj zasobem nie jest rosnąca ilość dobra (pączków), lecz malejąca przestrzeń w koszu. Dodałem też element psychologii, czyli adaptacyjne mechanizmy pozwalające spowolnić tempo ubywania zasobów.
Nauczka na przyszłość: zanim zaczniesz myśleć o Noblu z ekonomii, upewnij się, czy ktoś nie wymyślił tego wcześniej. Najczęściej już wymyślił. 😉

